PIS logo
Skarżysko-Kam.
ul. Sikorskiego 20/227 26-110 Skarżysko-Kam. Tel 512 293 747

Kielce
Biuro Poselsko-Senatorskie
al. IX Wieków Kielc 2a 25-516 Kielce

Co ze szkolnymi podręcznikami?

W maju poseł Maria Zuba wniosła do Ministra Edukacji interpelację w sprawie konieczności poprawy sytuacji na rynku podręczników szkolnych, w tym zlikwidowania sytuacji korupcjogennych oraz obniżenia ceny tych podręczników (pełny tekst interpelacji oraz odpowiedzi na nią: http://www.sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/interpelacja.xsp?typ=INT&nr=18692).

Odpowiedź na tę interpelację wykazuje – niestety – że minister cieszy się nazbyt dobrym samopoczuciem i raczej nie dostrzega problemów, będących dorocznym utrapieniem rodziców dzieci uczęszczających do szkół podstawowych i średnich.

 MAMY PROBLEM!

Obecnie rynek podręczników szkolnych jest totalnie zliberalizowany. Ta dowolność powoduje, że podręczniki w Polsce są bardzo drogie, a przy tym bardzo różnie bywa z ich jakością merytoryczną (w podręcznikach zdarzają się nawet elementarne błędy merytoryczne i korektorskie!). Im więcej konkurencyjnych tytułów na rynku, tym więcej trzeba wydać na ich promocję, a to przekłada się na cenę. Finalnie wszystkie te koszty marketingowe pokrywają uczniowie, a raczej ich rodzice, którzy co roku muszą wysupłać kilkaset złotych na komplet książek szkolnych.

Wedle nieoficjalnych informacji koszty marketingu mogą stanowić nawet 60 proc. ceny podręcznika. To pieniądze, z których wydawnictwa opłacają krążących po całym kraju przedstawicieli handlowych oraz prezenty wręczane szkołom, np. laptopy, rzutniki czy tablice multimedialne – w zamian za które szkoła zobowiązuje się do korzystania z określonych produktów przez określony czas. Nie ma to żadnego związku z rzeczywistą jakością podręcznika. Takie koszty marketingowe to raczej typowa „renta korupcyjna”, wliczona do ceny podręcznika.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, wartość polskiego rynku podręczników eksperci szacują na ponad 800 mln zł, niektóre wyceny mówią nawet o 1 mld zł rocznie.

Na stronie MEN znajdujemy informację, że liczba podręczników dopuszczonych do nauczania języka angielskiego w klasach I–III szkoły podstawowej – 99 tytułów, kolejne 145 to podręczniki do edukacji wczesnoszkolnej. W gimnazjum książek do nauki angielskiego jest już 117, do języka polskiego zaś 68, do fizyki 30, do matematyki 29… Jaki to ma sens?

W MORZU I BAGNIE OFERT

Nauczyciele, nawet gdyby bardzo chcieli, nie są w stanie zapoznać się z ofertą i wybrać najlepszy swoim zdaniem podręcznik. Pomagają im wydawcy. Jednak ma to niewiele wspólnego z jakością metodyczną i merytoryczną podręczników. Wręcz przeciwnie, to pokaz przerażająco nachalnego marketingu – walki o sprzedaż produktu za wszelką cenę, wszelkimi możliwymi sposobami.

Często sprowadza się to do zawarcia z dyrektorem szkoły umowy na korzystanie z produktów – czyli podręczników – danego wydawnictwa. W zamian za to szkoła otrzymuje np. cztery laptopy i tablicę interaktywną. W rezultacie lokalne środowisko uznaje dyrektora takiej szkoły za człowieka zaradnego… Umowy najczęściej skonstruowane są tak, że szkoła zobowiązuje się do tego, że przez trzy kolejne lata do nauki danego przedmiotu będzie używała jedynie podręczników wydawnictwa X, a w zamian wydawnictwo sprzedaje szkole np. tablicę multimedialną lub laptop o wartości ok. 5 tys. zł za cenę 1,23 zł brutto. Jeżeli jednak szkoła nie wywiąże się z umowy, będzie musiała zapłacić pełną cenę produktu, plus karę umowną.

Jakość się tu zupełnie nie liczy!

Znakomicie udowodniło to wykonane przez kuratorium śląskie badanie na grupie blisko 120 tys. uczniów w 2,5 tys. szkół. Jak poinformowała „Rzeczpospolita”, prawie połowa z nich stwierdziła, że nie lubi korzystać z podręczników, bo są nieciekawe bądź napisane trudnym językiem. Z tych samych badań dowiadujemy się też, że aż 78 proc. uczniów co roku kupuje nowy podręcznik, najwięcej w szkołach podstawowych – 92 proc.; w gimnazjach – 88 proc.; w liceach ogólnokształcących – 65 proc., w technikach – 54 proc., w zasadniczych szkołach zawodowych – 45 proc.

Jest to alarmujące również dlatego, że oznacza, iż rynek wtórny książek szkolnych – szczególnie na poziomie szkół podstawowych czy gimnazjów – praktycznie nie istnieje.

Wiele państw, nie tylko europejskich, wzięło na siebie obowiązek wyposażenia uczniów w podręczniki. W Polsce niestety tego rozwiązania nie przyjęto i – co gorsza – obarczono uczniów i ich rodziców koniecznością corocznego zakupu coraz droższych i coraz gorszych podręczników.

W związku z tym poseł Maria Zuba poprosiła MEN o odpowiedź na następujące pytania:

1/ Jaki sens ma utrzymywanie sytuacji, w której nauczyciel nie jest w stanie poznać wszystkich podręczników do przedmiotu, którego uczy?

2/ Czy w ostatnich latach MEN podjął jakieś starania w celu poprawienia jakości podręczników?

3/ Czy w ostatnich latach MEN podjął jakieś starania w celu obniżenia ceny podręczników oraz umożliwienia ich przekazywania przez uczniów starszych, młodszym?

4/ Czy nie należy ograniczyć liczby podręczników z każdego przedmiotu w danej klasie do – na przykład – trzech lub pięciu najlepszych, a wydawców lub autorów tych podręczników wyłaniać w drodze konkursów, oceniających jakość przedstawionych propozycji?

5/ Czy uważa Pani za zasadne dążenie do tego, aby zasadą stało się, że podręczniki nie są przez ucznia kupowane na własność, ale wypożyczane przez niego ze szkoły?

POKRĘTNA ODPOWIEDŹ MEN

W lipcu nadeszła odpowiedź. Jest pełna cytowania oczywistych przepisów, potwierdzających prawną (ale przecież nie merytoryczną!) poprawność obecnego stanu rzeczy. Można odnieść wrażenie, że Minister nawet nie zamierza zastanawiać się nad poprawnością merytoryczną niektórych obecnych rozwiązań. W ogóle nie odpowiada na niektóre z konkretnych pytań (np. odnośnie wypożyczania książek uczniom albo ograniczenia liczby podręczników).

Można odnieść wrażenie, że MEN za najlepszy sposób rozwiązywania wszelkich problemów uważa program „Wyprawka szkolna”, dofinansowujący zakup podręczników przez najbiedniejszych. Co jednak z pomocą dla tych nieco bogatszych (czyli „krezusów” przekraczających „astronomiczne” dochody w wysokości 456 zł miesięcznie), ale też ledwo wiążących koniec z końcem?

A co z rozbuchanym marketingiem i pseudomarketingiem na rynku podręczników? Tu sprawa tak nabrzmiała, że nawet MEN potwierdza niezgodność z prawem transakcji wiązanych na podręczniki i wyposażenie szkoły, jednak reakcja MEN sprowadzi się i w tej sprawie – należy się obawiać – do pogrożenia palcem…

Najciekawiej wygląda końcowy fragment odpowiedzi MEN, gdzie mowa jest o planowanym bezpłatnym dostępie do e-podręczników. Ale to pieśń przyszłości. Na razie, od jesieni, mają być w ten sposób udostępnione próbne wersje podręczników do matematyki. W połowie 2015 r. mają się pojawić i wszystkie inne. Miejmy nadzieję, że tak się stanie. Szansa jest, a będzie jeszcze większa, jeśli w 2015 r. Polską rządzić będzie już zupełnie inny rząd…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.